Warstwa druga

To były koszmarna jesień i zima. Zgodnie z pierwotnym planem było otwarcie na spotkania z innymi dziewczynami. Wybranie się na szybkie randki; umówienie z kimś poznanym dawniej. Ale zamiast postępów i sukcesów było jeszcze gorzej: jeszcze płytsze zainteresowanie, które znikało jeszcze szybciej. I też nie było znać przyczyny. Pogorszyło to jeszcze bardziej uczucia co do feralnej randki - nie tylko była niepowodzeniem, ale może też bardzo rzadką szansą...

Poprzednia sympatia znalazła sobie chłopaka w pracy. Każdy kontakt z nią już wcześniej był szokiem, uderzeniem maczugi w głowę. Teraz stał się jeszcze bardziej raniący. Dołączyło koszmarne uczucie bycia gorszym, odmiennym, niechcianym. Nie zdawało się sobie sprawy z tego, jak silne i szkodliwe były te uczucia. Nie unikało się kontaktu. Starało się zachowywać normalnie, jak wcześniej.

Była inna koleżanka z pracy, która okazała wcześniej sympatię. Więcej niż raz uśmiechała się do mnie. Była nadzieja na znalezienie w niej oparcia. Przynajmniej kogoś, z kim można pogadać przy lunchu. Ale przy próbie zbliżenia również ta osoba się całkowicie odsunęła. Nie było wiadomo, dlaczego.

Była dziewczyna kumpla, która chciała pomóc, ale nie była w stanie. Nie potrafiła zmniejszyć bólu ani sprawić, aby któraś z randek poszła lepiej. Chyba nie doceniła powagi problemu.


W pracy wyglądało się i czuło koszmarnie. Ale nikt z współpracowników nie zwrócił na to uwagi - tylko raz, po kilku miesiącach, szef. Zaskoczenie i rozczarowanie. Nie tego się spodziewało. Nie po miejscu, gdzie jeszcze rok wcześniej czuło się, że jest się wreszcie wśród swoich. 


Stopniowo rzeczy przyjemne przestały być przyjemne; pożądane straciły powab. Nic nie miało już znaczenia. Po miesiącach walki przyszła świadomość, że znowu wpadło się w depresję. Coś, z czego z trudem wyszło się dziesięć lat temu i nie sądziło się, że znowu się powtórzy.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wrzask

Ścieżka dźwiękowa

Powrót