Warstwa pierwsza

Była koleżanka z pracy, która odwzajemniła moje zainteresowanie. Była ochota, aby spróbować po długim okresie lizania ran.

Była wiara, że tym razem będzie inaczej. Ma się więcej doświadczenia, stabilniejsze życie, jest się bardziej osadzonym w świecie. Było przekonanie, że nawet jeśli zostanie się odrzuconym, to będzie to krok w dobrym kierunku. Była wiara we własne siły - że tym razem uda się znaleźć bliskość i coś fajnego, jeśli nie z tą osobą, to z kimś innym.


Była jedno spotkanie i odrzucenie. Siła przeżyć była niespotykana. Najgorszy spodziewany scenariusz nawet nie zbliżał się do tego, co się czuło.


Cała sympatia, całe ciepło z jej strony - zniknęło w ciągu tygodnia. To był szok, jak uderzenie przez pociąg. Umysł nie potrafił w ogóle zaakceptować, że to się wydarzyło. Było intensywne poczucie winy - bo przecież musiało się zrobić coś źle, żeby na coś takiego zasłużyć?


Było przerażające poczucie utraty szansy na coś, czego zawsze się pragnęło i nigdy nie miało. Bycia tak blisko, ale utraty wszystkiego. Była wielka złość na siebie - jak zawsze wcześniej. Za bezradność i nieudolność. Było ciągłe zastanawianie się, co zrobiło się źle, a co należało zrobić inaczej. Umysł kręci się kółko na podobnych myślach; próbuje przemyśleć ból tak, aby zniknął - mimo że to niemożliwe… Była intensywna potrzeba naprawienia, nie do końca wiadomo, czego i jak - bo nie da się zmienić tego, co się stało.


Nie było za to doświadczenia, żadnej nauki na przyszłość. Nie było informacji zwrotnej, a wiedza o relacjach między ludźmi była za mała, aby samemu wyciągnąć jakiekolwiek wnioski (nigdy nie było się w tym dobrym). Przyszła refleksja, że nie było żadnej pozytywnej strony tego przeżycia - i że być może tak samo było zawsze wcześniej. Obrzydliwe objawienie. Być może poprzednie niepowodzenia nigdy do niczego nie przybliżały. Było się tylko jak dziecko we mgle, bezradnie machające rękami.


Pojawiły się uczucia wtórne. Złość na siebie za to, że tak bardzo mnie to dotknęło. Obrzydliwa bezsilność. Nie mogłem sobie poradzić nie tylko z tym, co na zewnątrz, ale nawet własnymi uczuciami.


Podzieliło się przeżyciem i uczuciami ze znajomymi. Ale to nic nie zmieniło; nic nie stało się lżejsze. Osadzenie w życiu również nie pomogło. Chwilę trzymało się przed nawałnicą, a potem samo popękało i rozpadło się jak domek zmieciony wichurą.


Popularne posty z tego bloga

Wrzask

Ścieżka dźwiękowa

Powrót