Randkowanie
Postanowiłem zebrać swoje doświadczenia randkowe przeszłych lat - głównie dla znajomych, którzy mieli zupełnie inne i bardzo trudno im jest wyobrazić sobie moje. Tak jak ja nie potrafię sobie wyobrazić tych, które ich spotkały.
Skupię się na ostatnich dziesięciu latach. Dla kontekstu - wcześniej, w liceum i na studiach, musiałem pokonać wiele barier, aby w ogóle zacząć się umawiać z dziewczynami. Nieśmiałość. Panikę, jaką powodowało nawet powiedzenie "cześć" osobie, która mi się podobała.
Nie odniosłem żadnych sukcesów - nawet, gdy udawało mi się z kimś umówić, nie wiedziałem czego chcę ani co robić. Nie potrafiłem żadnego spotkania zamienić w jakąkolwiek korzystną dla mnie znajomość, romantyczną czy nie. A później przyszły lata kłopotów z sobą samym, podczas których w ogóle przestałem myśleć o kobietach.
Gdy zacząłem z tego wychodzić - niewiele przed trzydziestką - przeczytałem wywiad z prof. Lwem-Starowiczem, w którym zachęcał mężczyzn, którzy nie mieli żadnych doświadczeń z kobietami (jak ja wtedy) do wybrania się do seksuologa. No więc, profesorze - byłem w ciągu dziesięciu lat u trzech i nie czuję, aby mi to coś pomogło. Wydaje mi się, że zrobiłem co mogłem, a więcej niż powinienem - mimo tego znalezienie jakiejkolwiek relacji okazało się nie tylko trudne - ale niemożliwe.
Kluby. Byłem w nich około dwunastu razy. Czułem się jak wieloryb wyrzucony na plażę. Mimo tego próbowałem rozmawiać z kobietami, czasami też tańczyć, mimo że nie umiem i nie lubię. Zero zdobytych znajomości.
Puby. Podobnie jak w klubach, przeszkadza mi ilość ludzi i poziom hałasu. Przynajmniej nie ma tańca. Regularnie bywałem tam ze znajomymi, sam wybrałem się trzy-cztery razy. Nikogo nie poznałem, nie mam pojęcia, jak w ogóle można to tam zrobić.
Imprezy. To również obce mi środowisko. Czuję się na nich w najlepszym razie zagubiony. W ciągu ostatniego dziesięciolecia byłem na około 60. Różne towarzystwa. Spotkałem z trzynaście osób, które mi się podobały. Były momenty, które wydawały mi się drogą do czegoś. Ktoś siedział mi na kolanach. Koleżanka podczas rozmowy stała tak blisko mnie, że czułem się zakłopotany. Inna osoba próbowała uczyć mnie tańczyć. Dostałem dwa numery telefonu. Pierwsza osoba nigdy nie chciała się spotkać. Druga spotkała się raz, a potem przestała odzywać.
Szybkie randki. Byłem na nich pięć razy. W sumie zaznaczyłem koło 38 osób. Dostałem trzy numery telefonu. Jedna dziewczyna była z innego miasta - chwilę pogadaliśmy przez SMS, ale później kontakt się urwał. Z dwoma się spotkałem. Jedno nawet wydawało się udane - całowaliśmy się. Ale na drugiej randce nastrój był, z niezrozumiałych dla mnie przyczyn, zupełnie inny. Kontakt się urwał.
Serwisy randkowe. Badoo, potem Tinder, trochę innych. Badoo - zagadałem do 110 osób, 12 odpowiedziało, udałem się na jedną randkę, z której nic nie wyszło. Duża ilość rozmów, gdzie druga strona nagle przestawała odpowiadać. Źle je znosiłem - i przez to musiałem przestać, bo mój ogólny nastrój się pogarszał. Tinder - nie miałem wielkich nadziei i dokładnie to dostałem. Około 700-800 polubionych osób, koło 12 maczy, zero spotkań.
(Chyba dużo ludzi nie zdaje sobie sprawy, jak wyglądają liczby na tych serwisach. Śmieszył mnie psycholog, który zachęcał mnie do używania Tindera, a potem nie potrafił zaakceptować, że liczba maczy jest dziesięć razy mniejsza, niż się spodziewał - mimo że przyznał się, że sam nigdy nie korzystał)
Praca. W sumie osiem kobiet, które mnie pociągały. Próbowałem nawiązać kontakt z pięcioma; jedna sama szukała mojego zainteresowania. Tą niechcący obraziłem, i chwilę później nasza znajomość się skończyła. Z pozostałych dwie dawały sygnały zainteresowania - ale jedna nigdy nie chciała się umówić, a z drugą spotkałem się na randkę i zostałem odrzucony.
Wyjazdy. Słyszałem, że ludzie tam kogoś poznają. Nigdy mi się to nie przytrafiło, niezależnie czy były to wakacje z przyjaciółmi czy samotna podróż.
Ulica. Potrafiłem zaczepiać osoby, które mi się podobały, ale nigdy nie wiedziałem, o czym rozmawiać. Podszedłem do około 30. Pięć zareagowało na mnie jakoś pozytywnie, ale tylko w dwóch przypadkach zdobyłem się, aby poprosić numer telefonu. W obu nie dostałem. Było to dla mnie tak stresujące, że po pewnym czasie moje ciało zaczęło odmawiać podchodzenia do kobiet.
Dziewczyny, z którymi się spotykałem za pieniądze. Nie szukałem tam uczuć, ale dwa razy się zdarzyło, że czułem coś więcej z drugiej strony. Raz ja nie byłem zainteresowany. Przy drugiej osobie byłem otwarty na dłuższą znajomość - ale jej zainteresowanie zniknęło.